Mieszkanie bezpieczne dla dzieci

stool-table-kitchen-wooden-largeW ostatnim czasie znajdujemy coraz więcej usterek w naszym mieszkaniu. A to cieknący kran, a to zepsuta klamka, tam odchodzi tapeta, tutaj pojawiła się nowa rysa… jednym słowem ciągle coś. Zwłaszcza mając małe dzieci nieustannie coś wymaga naprawy. Tak to już jest w życiu. Zresztą mieszkanie też nie jest już nowe i naturalną sprawą jest, że w miarę z biegiem czasu i ciągłym zużywaniem, chcąc nie chcąc coś będzie wymagało uwagi. Nic nie jest wieczne. Mimo tych drobnych uszczerbków (a rzekłabym, że z nimi jeszcze bardziej) uwielbiam nasze cztery kąty i póki jest dla nas wystarczające nie mam zamiaru go zmieniać. Na szczęście Darek jest złotą rączką i potrafi wszystko sam przywrócić do porządku. Przynajmniej tak mu się wydaję i gdy coś nie idzie po jego myśli musimy nasłuchać się wielu krzyków.

Zastanawiam się co by było gdyby nagle coś się stało i mielibyśmy stracić nasz dobytek. Tutaj znajduje się cały nasz świat i tu jesteśmy bezpieczni. Każdy ma swój pokój, w którym spokojnie może odpocząć i czasem odciąć się od pozostałych. Nasze m4 jest swoistą oazą, którą niewątpliwie musimy chronić. Dlatego też mamy wykupioną polisę na mieszkanie. Odnawiamy ją od kilku lat. Niestety nigdy nie wiemy co się może zdarzyć, zwłaszcza gdy na świecie tyle przestępczości, a o katastrofach naturalnych już nie trzeba wspominać. Ostatnie nawałnice doprowadziły do wielu zniszczeń. Mam nadzieję tylko, że każdy mógł sobie poradzić tak jak i my byśmy dali radę. Tanie ubezpieczenie mieszkania nie zawsze obejmuje wszystkie szkody i przed zawarciem umowy lepiej dokładnie przeczytać warunki ubezpieczenia. W tej kwestii jesteśmy z mężem zgodni i nie wahaliśmy się wykupując polisę. Są rzeczy ważne i ważniejsze i ta na pewno zalicza się do tego grona.

Pozdrawiam Marysia 🙂

Advertisements

Zachmurzyło się, zaczęło padać – a my wciąż chcemy ruchu!

Jak na złość jesień robi wszystko, by uniemożliwić nam uprawianie nordic walking – chłód, deszcz i wiatr odbierają sporą dozę radości. Póki co robimy co możemy, by nie dać się zastraszyć – a żeby zagrać pogodzie na nosie szykujemy się do złapania dużej dawki słońca w najbliższy długi weekend.

Będzie listopad, znając życie – jeszcze chłodniej, deszcze i mgły – a my zamierzamy wraz z Antosiem i Frankiem powylegiwać się trochę na plaży i spróbować nieco bardziej szalonych sportów wodnych (przy czym szaleństwo dla dzieci ograniczy się do zjeżdżalni – co innego, kiedy trochę podrosną). Będzie krótko, ale intensywnie – w końcu baterie trzeba jakoś naładować!

Wiem, że pojawią się zarzuty o nieodpowiedzialności – w końcu w powszechnym wyobrażeniu rodzic powinien całkowicie zakończyć wszelkie zajęcia związane z jakimkolwiek ryzykiem, a w dzieciach wyrabiać wyłącznie odruch rozglądania się na przejściu dla pieszych i zapinania pasów w samochodzie. To faktycznie doskonała metoda – jeżeli chcesz wychować zahukane, wiecznie przerażone i gotowe do ucieczki dziecko. My chcemy, żeby Antoś i Franek wyrośli na osoby aktywne i śmiałe – ale świadome w kwestiach bezpieczeństwa :).

Dlatego z jednej strony zadbaliśmy o ich przyszłość, inwestując w ubezpieczenia posagowe dla dzieci, a z drugiej – pozwalamy im na coraz większą swobodę, ucząc samodzielnej oceny ryzyka i odpowiedzialności za własne postępowanie. Jasne, że kiedy widzi się własne dziecko wspinające się na drzewo człowiek zaczyna się o nie bać, podobnie jak podczas pływania, skakania do wody czy choćby wychodzenia na zewnątrz. Ale nie pozwolimy, by nasz strach zepsuł im przyszłość dlatego ubezpieczeń szukamy na najpopularniejszym rankingu w internecie z ubezpieczeniami na życie w www.rankingubezpieczennazycie.pl.

Nie chcemy też, by czuli się traktowani jak obciążenie i przeszkoda, będziemy więc z Darkiem realizować własne pasje – a jeśli kiedyś zechcą do nas dołączyć – to tylko się tym ucieszymy.

A póki co – cieszmy się nawet tym deszczem i wiatrem. Bo on też jest częścią życia.

zjazd

W zdrowym ciele zdrowy duch!

Mamy świadomość, że nasze zdrowie i kondycja nie wpływają tylko na nas – i staramy się, by świadomość tego nie przytłaczała, a stała się nieustanną motywacją.
A nieustanna motywacja – to najlepszy sposób na to, by wpaść w rytm wiodący do zdrowia i kondycji. Wiecie, że ruch potrafi stać się nałogiem? Takim niesamowicie uzależniającym, dającym fenomenalną wręcz frajdę – a do tego względnie tanim i całkowicie korzystnym nałogiem?

A dla nałogowca nie ma rzeczy nieosiągalnych :). Najlepszym dowodem jest najstarszy na świecie maratończyk – pan Fauja Singh, który stał się pierwszym stulatkiem, który przebył pełen dystans.
My też powoli szykujemy się do maratonu – ale to poczeka na lekką poprawę kondycji ;).

A na kondycję mamy sprawdzony już sposób, na dodatek relaksujący i przyjemny – narty biegowe bez nart, czyli Nordic Walking.

I tak, wiele razy słyszeliśmy pytanie o zagubione narty – kiedyś nawet to my je zadaliśmy, więc w pełni rozumiemy :). Fakt faktem, że na pierwszy rzut oka wygląda to dziwnie – ale wystarczy samemu złapać kijki i po prostu ruszyć w drogę.

Chociaż nie powinniście łapać za kijki i tak po prostu ruszać w drogę :). Aby wyciągnąć z tego jak najwięcej – powinniśmy dobrać właściwy sprzęt (większość sprzedawców w lepszych sklepach jest naprawdę kompetentna – ale warto przedtem samemu o tym poczytać) oraz opanować technikę chodu. Nam pomógł krotki kurs – nawet nie zdawaliśmy sobie sprawy z tego, jaką różnicę może zrobić przesunięcie uchwytu na kijku o kilka centymetrów!

Jeżeli wszystko pójdzie dobrze – nordic walking zapewni Wam nie tylko doskonałą zabawę – ale i poprawę kondycji, ciśnienia krwi, stanu stawów – oraz wyciszenie, totalne i niesamowite uspokojenie. A to ostatnie jest szczególnie cenne dla “młodych” rodziców ;).

nordic walking

40+?

Mamy w gronie znajomych parę, która na rodzicielstwo zdecydowała się jeszcze później niż my – Iwona oraz Robert pobrali się dopiero po czterdziestce i bardzo szybko doczekali się dzidziusia. Egoizm? Powiedzcie to rodzicom, którzy po raz pierwszy słyszą płacz dziecka… i muszą przechodzić przez wszystko, co osobom młodym przychodzi niejako naturalnie.

Na jednym ze spotkań naszej “geriatrii”, jak czasem żatrobliwie się określamy, Iwona opowiadała, co musiała znieść w pracy – coraz bardziej widoczna ciąża u statecznej starszej specjalistki nie wzbudziła (delikatnie mówiąc) większego entuzjazmu u przełożonych. Złośliwe komentarze koleżanek – w większości zresztą starych panien – znosiła tylko dlatego, że maluszek stał się centrum jej świata… i dał jej siłę przetrwać to, co nadeszło tuż przed końcem urlopu – likwidację stanowiska i wypowiedzenie umowy.

Wyobrażacie sobie jak to jest – być osobą po czterdziestce, z małym dzieckiem i bez pracy? Na szczęście miała Roberta, ale wszystko to dosyć mocno nadszarpnęło jej nerwy i zaczęła odczuwać niepokojące bóle w okolicach serca. Kiedy dodamy do tego niepokojące niekiedy ciśnienie Roberta… w skrócie: zaczęli naprawdę martwić się o przyszłość dziecka, a bywały i chwile, w których zaczynali żałować!

Na szczęście mamy XXI wiek – i cokolwiek przyniesie przyszłość, mały Bronek nie będzie pozostawiony samemu sobie. Już odłożone przez Iwonę i Roberta na lokacie środki zapewnią mu niezbędne minimum – na dodatek, za naszą radą, zdecydowali się na wykupienie polisy posagowej i – dzięki naszej ulubionej porównywarce ofert – mogli wybrać tę idealnie dostosowaną do ich potrzeb.

To w najgorszym przypadku – a przecież jest też tyle metod, dzięki którym można zapewnić dziecku zdrowych i rześkich rodziców – nawet jeśli są w “babcino-dziadkowym” wieku.

O takich metodach – ale i nie tylko – już wkrótce.

Na co zwrócić uwagę przy późnej ciąży?

Gdy – tak jak ja – planujesz ciążę po trzydziestce, powinnaś zwrócić uwagę na kilka rzeczy. Przede wszystkim ureguluj swój tryb życia: rzuć papierosy, wyeliminuj stres, uprawiaj sport i zacznij zdrowo się odżywiać. To już połowa sukcesu 😉

Pamiętaj, że Twoja płodność jest teraz mniejsza niż jeszcze kilka lat temu. Przy regularnym współżyciu na maluszka na ciążę będziesz czekać ok. pół roku. Oczywiście wpadki też się zdarzają, ale to nie norma. Rok starania sie o dziecko to norma. Jeśli nie zjadziesz w ciążę po tym czasie, możesz zacząć szukać pomocy lekarza.

Lekarz powinien Cię przebadać na wszystkie choroby, które utrudniły lub uniemożliwiłyby ciążę.  Możesz zacząć się starać o dziecko tylko wtedy, gdy te problemy wyeliminujesz.

Jeśli już zajdziesz w ciążę – zdecyduj się na badania prenatalne. Pamiętaj, że jeśli wynik będzie niedobry, nie oznacza to od razu aborcji! Badania takie wykrywają też uleczalne choroby, np. wady serca czy nerek. Nawet jeśli nigdy nie przerwałabyś ciąży, będziesz ewentualnie wiedzieć, na co się przygotować. Pamiętaj, że Twój wiek nie jest przeciwwskazaniem do ciąży! Chore dzieci rodzą się też młodym ludziom. Podstawowe badania prenatalne są całkowicie bezpieczne dla Ciebie i dziecka. Te bardziej skomplikowane wykonuje się tylko, gdy jest taka konieczność.

Polisa posagowa a lokata

Jesteśmy dość zdziwieni, bo nasz blog miał być głównie parentingowy, ale okazało się, że kwestia ubezpieczenia posagowego wzbudza wśród znajomych duże emocje 🙂 Postaramy się więc kompetentnie wypowiedzieć na jedno pytanie, które maglują w kółko wszyscy. Brzmi ono: dlaczego zdecydowaliście się na polisę posagową, a nie na lokatę, dzięki której odłożylibyście więceKid Picking Raspberries From The Bushj?

Ale zanim odpowiemy na jakiekolwiek pytanie, którego myślą przewodnią będzie ubezpieczenie na dziecko, odsyłamy Was do ubezpieczonedziecko.pl. Znajdziecie tam odpowiedzi na większość swoich pytań 🙂

A wracając do tematu: polisa posagowa i lokata to dwa zupełnie różne produkty i nie da się ich porównać! Lokata ma na celu TYLKO odłożenie funduszy dla dziecka. Podstawową funkcją polisy na życie na portalu www.ubezpieczeniaonline.pl jest jednak ubezpieczenie życia! Kupując polisę posagową masz pewność, że dziecko dostanie określoną kwotę – co by się nie działo. Towarzystwo ubezpieczeniowe przejmuje też często obowiązek opłacania składek po śmierci rodzica; po takim zdarzeniu dziecko dostaje również jednorazowe odszkodowanie. Lokata jest więc lepszą opcją tylko wtedy, gdy masz pewność, że jesteś niezniszczalny 😉

My niezniszczalni nie jesteśmy i dlatego zdecydowaliśmy się na polisę w porównywarce ubezpieczeń.

A Antoś idzie do zerówki już w poniedziałek. Jest bardzo podekscytowany. Kupiliśmy mu plecaczek z Pingwinami z Madagaskaru! 🙂

Dużo, dużo plusów :)

Pewnie pamiętacie, jak pisałam o ubezpieczeniu posagowym, prawda? Trochę na wyrost było stwierdzenie, że “zdecydowaliśmy się” na nie. Tak, to prawda, że zdecydowaliśmy się na jej kupno, ale jeszcze nie zebraliśmy się, żeby wszystko załatwić 🙂 na razie duuużo czytamy. I okazuje się, że plusów jest więcej, niż nam się na początku wydawało 🙂

Żeby wszystko jakoś uporządkować, wymienimy kilka zalet ubezpieczenia dzieci. Oczywiście każdą ofertę można dopasować indywidualnie pod siebie 🙂 Jeśli nadal się wahacie, wasze wątpliwości rozwieje serwis ubezpieczonedziecko.pl. Jest naprawdę kompetentny i tworzony przez prawdziwych specjalistów. Nas przynajmniej przekonał 🙂

No dobrze. Plusy posiadania takiej polisy:

  • oczywiście ubezpieczenie życia. Dziecko dostaje odszkodowanie po śmierci rodziców.
  • zbierasz fundusze na start dziecka w przyszłość. A jeśli coś Ci się stanie, składkę przejmuje agencja.
  • w przypadku Twojego kompletnego inwalidztwa procedura wygląda tak samo jak w przypadku śmierci.
  • gdy dziecko ciężko zachoruje, również może liczyć na świadczenie.

Oczywiście każda polisa posiada inne opcje, także pilnujcie, co podpisujecie 🙂

Ciągle nie możemy zdecydować się na to, w jaki sposób kupimy polisę. Chyba zrobimy to przez internet 🙂

A tak z życia rodzinnego: Antoś idzie do zerówki od września 🙂 Jak na razie pomysł bardzo mu się podoba. Ciekawe, czy zmieni zdanie po kilku dniach 😉 Trzymamy kciuki, żeby jednak nie. Niech się uczy interakcji społecznych 😉

 

Dlaczego tak późno?

Jeśli przeczytaliście pierwszego posta, pewnie zastanawiacie się, dlaczego tak późno zdecydowaliśmy się na dzieci. Cóż, powód jest dość prozaiczny… Przede wszystkim długo nie odczuwaliśmy potrzeby sformalizowania związku i założenia rodziny. Aż 10 lat z tym zwlekaliśmy 🙂 Poznaliśmy się tuż po studiach na branżowym bankiecie, przez cały czas oboje prowadziliśmy duże firmy. I to stawialiśmy się na pierwszym miejscu: karierę. Realizowaliśmy się zawodowo i było nam z tym dobrze, oboje mieliśmy bardzo podobne podejście do życia, widzieliśmy się kilka razy w tygodniu, mieszkaliśmy osobno.

Happy Elves

O małżeństwie pierwszy raz pomyśleliśmy dopiero, gdy zaszłam w ciążę po raz pierwszy. Jednak nie chcieliśmy robić tego wszystkiego “na szybko”, poza tym byliśmy tak zaabsorbowani ciążą, że nie mieliśmy na to czasu 🙂 uznaliśmy, że poczekamy, aż Antek trochę podrośnie i dopiero wtedy weźmiemy ślub. Kupiliśmy wspólne mieszkanie, zaczęliśmy urządzać pokoik… I bardzo się baliśmy. Dziecko nie było planowane, cały czas dbaliśmy o to, żeby być pod opieką lekarzy. Na szczęście Antek urodził się duży i zdrowy 🙂

Zaplanowaliśmy ślub na jesień 2011 r. Gdy wszystko było już dopięte na ostatni guzik, okazało się, że znowu jestem w ciąży. Brałam ślub w 3 miesiącu 🙂 Tym razem, niestety, nie obyło się bez małych problemów. Zebraliśmy się jednak w sobie i pokonaliśmy je! Franek był wcześniakiem urodzonym o miesiąc wcześniej. Wspaniali lekarze dopilnowali, żeby wszystko było w porządku.

Nie wszyscy ludzie są tacy sami. My dość późno odczuliśmy potrzebę założenia rodziny. Poczuliśmy ją jednak tak samo mocno, jak młodzi rodzice. Jesteśmy bardzo szczęśliwi i niczego nie żałujemy 🙂 Pewnie – urodzenie pierwszego dziecka przed trzydziestką ma swoje biologiczne uzasadnienie. Jednak w dzisiejszych czasach medycyna jest na tyle rozwinięta, że można sobie z tym poradzić.

Oczywiście z krytyką stykamy się na każdym kroku… W następnym poście postaramy się odeprzeć najczęściej powtarzane nam argumenty 🙂

Najwyższy czas!

I to nie tylko na dzieci! 🙂 Doszliśmy do wniosku, że najwyższy czas ubezpieczyć się na życie, co jest bezpośrednio związane z dwójką naszych rozrabiaków. W jaki sposób? Już tłumaczę.

Fun With BubblesJesteśmy już nie pierwszej młodości i nie ukrywamy tego. Co byłoby gdyby jedno z nas nagle ciężko zachorowało? Gdybyśmy zginęli w wypadku albo coś w tym stylu? Tak, wiem, to katastroficzne wizje, ale nie sposób się od nich opędzić. Poza tym każdy myśli, że nie spotka go nieszczęście, dopóki to rzeczywiście nie nastąpi… Dlatego zdecydowaliśmy się na ubezpieczenie na dziecko. Inaczej nazywa się je polisą posagową. Jeśli za bardzo nie wiesz o co chodzi, możesz poczytać trochę na ubezpieczonedziecko.pl. Dużo przydatnych i pożytecznych informacji, wszystko przystępnie wytłumaczone, możliwość kontaktu z ekspertami – polecam tę stronkę! 🙂

Pokrótce – polisa posagowa działa tak, że gdy rodzic umrze, dziecko dostaje odszkodowanie. Ale to nie wszystko. Cały czas gromadzisz też fundusze na start dziecka w dorosłe życie. Może je wydać na studia, mieszkanie… Gdyby coś Ci się stało, obowiązek płacenia składki przejmuje towarzystwo, i dziecko dostaje wtedy oba świadczenia – odszkodowanie i kapitał.

Nam się bardzo podoba ta opcja. Gdy Antek pójdzie na studia, będę już po pięćdziesiątce… Nie wiem, jak długo będziemy mogli pomagać Antkowi i Frankowi, ale poświęcimy na to tak dużo środków, jak będzie trzeba. Na dzieciach się nie oszczędza, dlatego nie żal nam pieniędzy na składkę. Zwłaszcza, że tak czy inaczej taka polisa przynosi nam korzyść.

Witajcie!

Jesteśmy Marysia i Darek, a to jest nasz blog parentingowy. Na pierwsze dziecko zdecydowaliśmy się dopiero, gdy Marysia miała 35 lat, a Jacek – 41. Blogiem będzie zajmowała się głównie Marysia, choć Darek z całych sił będzie jej pomagał 🙂 Chcielibyśmy rozwiać obawy i wątpliwości tych, którzy zdecydowali się na późne rodzicielstwo. To nic złego! Pamiętajcie tylko, by dbać o siebie i ciążę dwa razy bardziej i być pod stałą opieką lekarzy. Wtedy nie może stać się nic złego. Dzisiaj ludzie starzeją się inaczej – czterdziestka to jeszcze nie starość! A więc – do zobaczenia w następnym poście 🙂